Niemal niepostrzeżenie, w natłoku informacji dotyczących pandemii koronawirusa, 1 czerwca weszła w życie bardzo istotna nowelizacja prawa o ruchu drogowym. Zmiana dotycząca pierwszeństwa pieszego wchodzącego na oznakowane przejście dla pieszych jest wręcz rewolucyjna, wyznacza koniec pewnej epoki i dotyczy bez mała wszystkich użytkowników dróg – dziwi i niepokoi zatem brak rządowej kampanii informacyjnej w tym zakresie, gdyż może mieć pośredni wpływ na niektóre nieszczęścia w najbliższych miesiącach.
Co dokładnie się zmienia? W skrócie:
- Pieszy wchodzący na przejście dla pieszych zyskuje pierwszeństwo przed pojazdami, które poruszają się jezdnią, którą ten pieszy przekracza! Nie dotyczy to jednak torowisk tramwajowych – ten środek komunikacji utrzymuje pierwszeństwo wobec pieszych, którzy do „pasów” dopiero się zbliżają.
- Wprowadzono zakaz „korzystania w sposób prowadzący do ograniczenia możliwości obserwacji sytuacji” z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych przez pieszych, którzy wchodzą na przejście dla pieszych albo już je pokonują.
- Kierowcy zobowiązani są do zredukowania prędkości podczas zbliżania się do przejścia dla pieszych w taki sposób, by nie narazić na niebezpieczeństwo pieszego, który znajduje się na przejściu albo na nie wchodzi.
- Koniec z tzw. „nocnym ograniczeniem prędkości” – od 1 czerwca w terenie zabudowanym obowiązuje ograniczenie do 50 km/h bez względu na porę dnia.
- Wprowadzono obowiązek utrzymania minimalnego odstępu między pojazdami poruszającymi się drogami ekspresowymi i autostradami – należy utrzymać odległość wynoszącą w metrach połowę wartości prędkości, z jaką porusza się kierujący.
Co to wszystko oznacza i jakie mogą być skutki wprowadzonych zmian? Zapraszam na blog, gdzie szerzej omawiam nowelizację:
Nowe uprawnienia i obowiązki pieszych oraz kierujących pojazdami w okolicach przejść dla pieszych
Już na samym wstępie należy postawić sprawę jasno: dwie powyższe zmiany są tak rewolucyjne, co potrzebne. Zdaje się, że nowelizacja, która weszła w życie 1 czerwca kończy pewną epokę: etap, w którym pieszy, także w świetle prawa, był „gorszym” uczestnikiem ruchu i który „utrudniał” go kierującym pojazdami mechanicznymi, którym de facto przyznano prymat w ruchu drogowym. 1 czerwca dołączyliśmy zatem do szerokiego grona państw, które przyznają pieszym dodatkową ochronę i bezpieczeństwo na drodze, w szczególności podczas jej pokonywania wszerz.
Zauważmy jednak, że piesi nadal mają bezwzględny obowiązek zachowania szczególnej ostrożności! Nowelizacja bynajmniej nie przesądza o tym, że od 1 czerwca pieszy „panuje” na drodze – przesuwa jednak akcenty trochę na jego korzyść. Kierowcy mają teraz obowiązek zwolnić swoje pojazdy widząc, że do przejścia zmierza pieszy, gdyż uznano, że jest to dostateczna przesłanka ku temu, by stwierdzić, że zaraz ten pieszy będzie podejmował próbę przekroczenia jezdni. Wszystko zmierza do jednego – by kierujący zaczął reagować na pieszych wcześniej, niż dotychczas. W ogólnym rozrachunku zmiany te należy ocenić bardzo pozytywnie, lecz pamiętajmy: nie zagwarantują nam one bezpieczeństwa. Kultura jazdy w Polsce, zwłaszcza względem pieszych, nadal stoi na bardzo niskim poziomie, a dziesięciolecia złych nawyków nie ulegną zmianie w okamgnieniu. Tym bardziej dziwi zatem, że tak rewolucyjne zmiany zostały przez rząd w kontekście obowiązków informacyjnych niemal przemilczane – zdaje się, że nowelizacja uzasadniałaby szeroką kampanię społeczną, która dotrze nie do pasjonatów tematu, lecz do każdego – gdyż uczestnikami ruchu drogowego, w różnych rolach, jesteśmy wszyscy. Zmiany dotykają zatem każdego z nas, a ich konsekwencje mogą być przeróżne: z pełną odpowiedzialnością można przyjąć, że nowelizacja, która weszła w życie kilka dni temu, przesądzi o uznaniu winy w procesie karnym niejednego kierowcy, gdyż Sąd uzna, że nie ustąpił on pierwszeństwa pieszemu zbliżającemu się do pasów. Pamiętajmy też, że choć pieszym zbliżającym się do przejść przyznano pierwszeństwo, tak nie oznacza to, że mogą oni bez konsekwencji na nie wchodzić w każdej sytuacji – przypominam i przestrzegam, że ustawodawca także i od nich wymaga czujności i rozsądku na drodze. Jeśli ich zabraknie, nie pomoże nawet najlepsze prawo.
Zakaz korzystania z urządzeń elektronicznych przez pieszych podczas pokonywania jezdni
Wprowadzono też zakaz „korzystania w sposób prowadzący do ograniczenia możliwości obserwacji sytuacji”. Intencja ustawodawcy była tutaj jasna, natomiast próba przekucia jej na przepis prawny może budzić wątpliwości. Przepis został skonstruowany w na pozór jasny sposób, lecz może okazać się, że przy analizie konkretnych przypadków przyniesie wiele trudności. Instynktownie rozumiemy, że nie można wejść na przejście dla pieszych ze wzrokiem utkwionym w ekranie smartfona – czy jednak nie było to oczywiste i w poprzednim stanie prawnym, który wymagał szczególnej ostrożności podczas pokonywania pasów? Gdzie przebiega granica pomiędzy korzystaniem ze smartfona w sposób, który ogranicza możliwość obserwacji sytuacji na drodze, a jakie korzystanie jej nie ogranicza? Dlaczego ustawodawca decyduje się zakazać korzystania akurat ze smartfonów, a nie np. czytać gazety, książki czy patrzeć w niebo? Pytania można mnożyć, a odpowiedzi brakuje. Zachodzi natomiast inne ryzyko: nie jest wykluczone, że nowowprowadzony przepis będzie traktowany jako wygodna podstawa prawna do poprawienia policyjnych statystyk mandatowych. Zamiast faktycznej poprawy bezpieczeństwa w tym zakresie, możemy mieć do czynienia z legislacyjnym populizmem, którym rykoszetem trafieni zostaną sami obywatele.
Ujednolicenie prędkości dopuszczalnej w terenie zabudowanym
Do 1 czerwca w godzinach 23:00-5:00 dopuszczalną prędkością w terenie zabudowanym była wyjątkowo prędkość 60 km/h – zamiast „generalnej” 50 km/h. W tym roku parlament zdecydował się od tego rozgraniczenia odejść, najpewniej po to, by utrwalić wśród kierowców nieprzekraczalną wartość 50 km/h. Czy zmiana ta ma sens? Trudno ocenić. Prawo ani nie powinno zamykać oczy na rzeczywistość (doświadczenie życiowe uczy, że i dotychczasowy limit prędkości w porze nocnej nie był czasem przestrzegany), ani zakładać, że podmioty nim obowiązane nie odróżniają dnia od nocy. Z drugiej jednak strony, zmiana zmierza do uspokojenia dynamiki ruchu w terenach zabudowanych i stanowi „załatanie” pewnej logicznej dziury w przepisach, która umożliwiała kierowcom poruszać się szybciej w warunkach ograniczonej widoczności (z uwagi na porę nocną; przypominam, że obowiązek noszenia elementów odblaskowych nie dotyczy pieszych poruszających się właśnie w terenie zabudowanym!). Mimo wątpliwości należy zatem ocenić ją pozytywnie.
Koniec z jazdą „na zderzak” na autostradach i drogach ekspresowych
Na sam koniec prawdziwa wisienka na torcie, czyli przepis, który stał się martwy, zanim wszedł w życie – symbol dobrych intencji ustawodawcy i jego całkowitej nieporadności. Od 1 czerwca kierowcy na autostradach i drogach ekspresowych obowiązani są utrzymywać dystans od samochodu, który znajduje się przed nimi, który w metrach odpowiada połowie prędkości, z jaką się poruszamy. Jeżeli zatem jedziemy 100 km/h – powinniśmy poruszać się przynajmniej 50 m za pojazdem, który jedzie przed nami. Jeżeli 120 km/h – 60 m, i tak dalej. Wiadomo, o co chodziło wnioskodawcom – o zmniejszenie liczby wypadków na drogach szybkiego ruchu. Wprowadzenie obowiązku utrzymywania dystansu w zamiarze ustawodawcy wpłynie bowiem na „rozrzedzenie” ruchu, a ostatecznie do stworzenia sytuacji, w której kierujący będą dysponowali większą ilością czasu na reakcję, przez co maleje ryzyko wystąpienia zderzenia. Brzmi logicznie. Pod rozwagę Czytelnika poddaję jednak dwa zagadnienia, które mogą okazać się cenne przy ocenie skuteczności tego przepisu:
- W jaki sposób kierujący mają ową odległość mierzyć?
- W jaki sposób Policja będzie dowodzić nieutrzymanie przez kierowców tego dystansu?
Parlament przyjął przepis, którego stosowanie będzie niezwykle trudne, a w wielu przypadkach niemożliwe. To z kolei oznacza, że będzie on przez obywateli ignorowany, a to już powinno być ocenione przez ustawodawcę jako jego wielka porażka. Jeżeli bowiem wprowadzamy do obiegu prawnego przepisy, które zamiast budzić respekt i zaufanie wobec prawa, prowadzą do jego omijania czy ignorowania, to należy sobie powiedzieć wprost: idziemy w złym kierunku.
Maciej Sobczak
Adwokat i założyciel kancelarii. Specjalizuje się w procesie karnym, nie zamykając jednocześnie na te potrzeby Klientów, które wymagają wiedzy i doświadczenia z innych dziedzin prawa.

